Kula

Wydaje mi się, że eliminuję jedne błędy i popełniam kolejne, ale tak na prawdę to ciągle uparcie powtarzam jeden i ten sam – pozwalam sobie na robienie kolejnych kroków. Nie zatrzymuję się na chwilach i sytuacjach, które są dobre. Mam złudzenia, że pozwalając sobie na więcej jestem w stanie panować nad tym, jakie konsekwencje niosą za sobą moje decyzje. Niestety rzeczywistość nie pozostawia złudzeń … za każdym razem błądzę po ciemku szukając właściwych dróg, wybierając te coraz mroczniejsze i bardziej kręte. Zamiast cieszyć się tym co zbudowałam i osiągnęłam to wyciągam rękę po więcej, pozwalam na przekraczanie kolejnych granic, które sobie postawiłam.

A potem znowu budzę się ze snu i jedyne co mogę sobie powiedzieć patrząc w lustro to „a nie mówiłam”. Za każdym razem otwierając kolejne drzwi wiem, czym może się skończyć wkroczenie w nowe miejsce, to i tak naciskam klamkę i podążam za głosem dobiegającym z środka. Co z tego, że wiem czego nie powinnam robić, bo życie nauczyło mnie co może sprawić ból. Zamykam drzwi do siebie i rezygnuję z przyjacielskich, ciepłych rozmów, ale to nie sprawia, że droga, którą podążam zaprowadzi mnie do miejsca, jakie wybrałam sobie za cel.

Kilka razy starałam się już uciec, ale mam wrażenie, że niczym chomik biegam w kuli, którą ktoś przenosi w różne miejsca … niby inne widoki, ale to nadal ta sama kula….

 

Brak akceptacji

Chyba nigdy nie będę w stanie zrozumieć ludzi, którzy podnoszą rękę na drugiego człowieka. Może wynika to z braku doświadczeń, ale jest to dla mnie nie do zrozumienia.

Doświadczenia ostatnich miesięcy pokazują mi, że są ludzie dla których wyciągnięcie noża, dźgnięcie nim drugiego człowieka i zabicie go z zimną krwią, nie jest czymś złym. Tak samo jak podniesienie ręki na „ukochaną” kobietę, w obecności dziecka i przyjaciół nie stanowi problemu.

Może dlatego, że są to rzeczy, który widzę blisko, ale w jakiś sposób z boku to nie potrafię tego pojąć. Wiem, że łatwo doradzić kobiecie „odejdź, to jestem w stanie zrozumieć jej strach i towarzyszące jej obawy. Co prawda nikt nigdy nie pozbawił mnie poczucia mojej wartości odbierając je w brutalny sposób za pomocą rąk i okrutnych słów, ale wiem co znaczy mieć uczucie, że nie jest się wartym więcej niż zero, że przestaje się wierzyć w siebie i otaczający świat. Znam uczucie, gdy cały świt staje się bezbarwny i nie widać sensu w dalszym egzystowaniu.

Życie nauczyło mnie jednak jednego … nie jestem sama, Są wokół mnie ludzie, którzy stoją za mną, którzy pomogą mi się pozbierać i podnieść z każdej trudnej sytuacji. Nawet wtedy kiedy życie próbuje mnie znokautować wiem, że mam w swoim narożniku ludzi, którzy pomagają mi podnieść się z desek i podjąć dalszą walkę. I dla takich ludzi sama należę. Gdy trzeba stoję i pomagam walczyć pomimo przeciwnościom i kłodom, które los rzuca pod nogi ….

Czy robię dobrze? Nie wiem – czasem angażuję się za bardzo dostając rykoszetem nawet boleśniej niż ten kto toczy swoją walkę. Nie umiem jednak inaczej – stać z boku nie robiąc nic, gdy wiem, że ktoś cierpi. Jak mogę to pomagam, chyba, że moja obecność przestaje być mile widziana…

Zasad jest prosta – nie być obojętnym, ale nic na siłę. Życie nauczyło mnie bowiem jednego – nie pchaj się tam gdzie Cię nie chcą, tam, gdzie przestałaś być już potrzebna nic nie zrobisz, a jedynie sobie sprawisz ból.

 

Pogoń

„Ptaki śpiewają po burzy. Czemu ludzie nie cieszą się tym co dają im słońce?”          

Rose Kennedy

Nieustannie za czymś gonimy,  poszukujemy czegoś , pragniemy więcej …

Nie  potrafimy się cieszyć tym co mamy, tym co jest TU i TERAZ.

Mając szczęśliwą rodzinę, dzieci, pracę, dom … szukamy kochanki/kochanka, poświęcamy czas pracy i zarabianiu pieniędzy, unikamy spotkań z bliskimi. To co jest codziennością zaczyna być szare. Zamiast dbać o codzienność, pozwalamy na wkroczenie w nią rutyny, zwyczajności. To co jest, przestaje wystarczać i marzymy o czymś więcej.

Nie doceniamy tego, co kiedyś sprawiało nam przyjemność, przestajemy dostrzegać drobne gesty, zachowania bliskich nam osób zaczynają nas irytować. To co kiedyś bawiło teraz wywołuje złość. To co kiedyś sprawiało przyjemność, teraz jest przykrym obowiązkiem.

Biegniemy przed siebie nie oglądając się za siebie, nie zwracając uwagi na to, co nas otacza. Wyciągamy ręce po więcej … pieniędzy, władzy, seksu … bo wydaje nam się, że czas na nas poczeka, że życie ma przycisk PAUZA.

Nie, życie nie poczeka. Tego co stracimy dzisiaj, możemy już nigdy nie odzyskać. A gdy nadejdzie w końcu chwila refleksji może się okazać, że nie mamy już do czego wracać, że musimy zaczynać od nowa.

Życie to nie autobus … nie ma przystanków na żądanie, nie przyjedzie następny i nie możemy się w dowolnym momencie przesiąść wciskając przycisk STOP. Nie więc sensu gnać przed siebie. Czasem warto zwolnić, przystanąć na chwilę i docenić to co mamy zanim to zniknie i stracimy to bezpowrotnie. Praca niech nie będzie sensem życia, a jedynie sposobem na zarobienie pieniędzy, dzięki którym możemy spełniać marzenia swoje i swoich bliskich. Rodzina i dom niech nie będą utrapieniem, a ostoją i miejscem, gdzie czujemy się bezpieczni i szczęśliwi. A innych ludzi traktujmy tak, jak sami byśmy chcieli być traktowani.

Nocne marzenia …

stopy„Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz …”

(SDM „Blues o 4 nad ranem”)

Tak bym chciała, żebyś mnie teraz przytulił … położył się za mną, splótł nogi z moimi, odgarnął włosy z policzka, chwycił moją dłoń, delikatnie przesunął palcem po nadgarstku, musnął go wargami ….

Marzę, żebyś przysunął się blisko, najbliżej jak tylko można, żebym była otulona Twoim ciepłem,  wtulił swoją twarz w moją szyję, bym czuła Twój oddechu na mojej skórze …

Może wtedy noc byłaby spokojniejsza, a ja zasnęłabym wiedząc, że przy mnie czuwasz…

Nostalgia …

Powroty do miejsc, które przywołują wspomnienia czasem potrafią być bolesne, ale jednocześnie przyjemnie jest wrócić myślami do tego co było piękne i niepowtarzalne. .

Droga samochodem, którą pokonywałam w oczekiwaniu na chwilę, kiedy stanę na parkingu, żeby napisać choć kilka słów. Przejazd koło miasta … którego sama nazwa wywoływała uśmiech na ustach i trzepotanie serca na myśl, że jestem tak blisko. Ulice pokonywane z telefonem w dłoni, żeby mieć poczucie, że niemal nie jestem tam sama.

Te same ulice, ta sama droga, ale już nie to samo morze, nie ta sama plaża – zmieniły je wiatr, woda i słońce … Nieubłaganie płynący czas wszystko zmienia, jedyne czego nie potrafi wymazać  to wspomnienia, które pomimo mijających dni, tygodni czy miesięcy na zawsze pozostają w sercu i w pamięci.

Szłam drogami, którą poznałam już jakiś czas temu a przed oczami powracały obrazy – chwil, które bezpowrotnie minęły. Nocą śniąc pod powiekami obrazy zmieniałam je w piękne filmy.

Pomimo smutku, który znowu zamieszkał w moim sercu, miło było wrócić do tych miejsc i do tych wspomnień.

Takie życie …

Ludzie traktują nas tak, jak im na to pozwalamy. Jeśli okazujemy uległość, zbytnie oddanie to mogą to łatwo wykorzystać. Taka już chyba jest ludzka natura, że albo jest się drapieżnikiem, albo jego ofiarą. W zależności od relacji, od człowieka, z którym mamy do czynienia każdy z nas potrafi pełnić jedną lub drugą rolę. Choć coraz trudniej mi temu zaprzeczyć to ja chcę (może naiwnie) wierzyć, że możliwe jest budowanie relacji opartych na partnerstwie, na równowadze w dawaniu i braniu. Chcę żywić nadzieję, że szczerość i zaufanie są możliwe w ludzkich relacjach, że można patrzeć w oczy drugiemu człowiekowi bez lęku i bez poczucia wyższości.

Ludzie kłamią, ukrywają się pod maskami, tworzą swoje wizerunki w zależności od okoliczności i potrzeb.

Ja kłamię, chowając swoją prawdziwą twarz przed innymi. Są chwile, gdy mam ochotę się otworzyć, wyrzucić z siebie, to co gromadzi się tam od lat. Ale gdy już jestem bliska podzielania się sobą z drugim człowiekiem nadchodzi refleksja i znów szczelnie zamykam się, dokładając kolejne cegiełki do muru, którym się otoczyłam… Bo oni i tak nie zrozumieją, bo będą oceniać, bo będą szeptać po kątach, bo się odsuną, albo zaczną litować lub wyśmieją pokazując palcem …. po prostu nie zrozumieją ….

Może brakuje mi zachęty – właściwego pytania zadanego we właściwym miejscu, czasie i przez właściwą osobę. Może brak zaufania do innych sprawia, że nie umiem, nie chcę i nie potrafię mówić o sobie … o tej mnie, którą tak mało osób miało okazję poznać. Może … jeszcze jakiś inny powód sprawia, że wolę w nocy, w samotności wypłakać swoją historię, by rano znów zamknąć ją w skrzyneczce i schować kluczyk w bezpieczne miejsce.

Coraz częściej widzę, słyszę, obserwuję jak wiele fałszu, zakłamania i nieszczerości jest w ludziach. Jak bardzo udają, przymykają oko lub kalkulują, wybierając drogi, które są dla nich  korzystniejsze. Jak często ludzie rezygnują z siebie, ze szczęścia, z marzeń, bo … (powodów jest prawie tyle ile osób postępujących w ten sposób). Dopiero pchnięci przez los, czasem stojąc nad krawędzią lub czekając na nieuniknione zaczynają rozumieć jak wiele stracili, jak inaczej mogłoby wyglądać ich życie, gdyby zamiast słuchać głosu rozsądku poszli za tym co dyktuje serce.

Chciałabym mieć w sobie odwagę, żeby nie być taka jak Ci ludzie, żeby pozwolić sobie ŻYĆ. Niestety z uporem maniaka nieustannie wyszukuję kolejne powody, aby unikać podjęcia ryzyka, albo gdy robi się zbyt niebezpiecznie, wycofywać się niczym żółw chowający się w swojej skorupce.

Asekurantka, która poszukuje odpowiedzialności za swoje tchórzostwo i lenistwo w innych ludziach, w niedogodnych okolicznościach, niewłaściwych czasach … ciągle unikając spojrzenia w lustro i powiedzenia sobie, że „Niemożliwe nie istnieje”, że o swoje życie trzeba walczyć, że nic nie dostanę podane na tacy … a jeśli z jakiegoś powodu to czego pragnę i o czym marzę jest nieosiągalne, to zawsze istnieją inne cele, do których mogę dążyć i mogą one dać mi równie dużo radości i satysfakcji jak to na co się właśnie uparłam i co sprawa, że stoję w miejscu. A może, kto wie po pewnym czasie sytuacja ulegnie zmianie i to co było mało realne stanie się dostępne na wyciągnięcie ręki.

Chciałabym umieć WALCZYĆ i nie poddawać się, gdy pojawiają się przeszkody – bo część z nich może być tylko w mojej wyobraźnia, a rzeczywistość może okazać się zupełnie inna.

Chciałabym nauczyć się nie bać szczerości, umieć zaufać drugiemu człowiekowi i bez obaw przed ludzką opinią być sobą.

Chciałabym umieć odchodzić bez żalu i złości od tych, którzy nie chcą przyjąć mnie, taką jaka jestem, nie przejmować się ich opinią, która przecież jest ich i nie znaczy, że jest prawdziwa.

Chciałabym  …….

I choć widzę zmiany, jakie we mnie zaszły to wiem, że jeszcze wiele pracy przede mną i długa droga do osiągnięcia celu. Ponoć najtrudniejsze za mną – teraz małymi krokami trzeba iść przed siebie. Wiem, że nie raz się potknę, zatrzymam z myślą „zawracam”, jestem pewna, że nie jednokrotnie będę robić kroki w tył i będę chciała się poddać. Mam jednak nadzieję, że pokonam te słabości i uda mi się żyć tak jak tego chcę.

Tacy ludzie …

„Wielu ludzi wkracza w nasze życie zupełnie przypadkowo. Niektórzy pojawiają się na kilka dni, inni niekiedy nawet tylko na kilka godzin. Nieliczni pozostają z nami na zawsze.”                        (J.L. Wiśniewski)

Czasem w życie wkracza człowiek, który z pozoru zwyczajny, z czasem staje się wyjątkowy. Człowiek, który samą obecnością, słowem, uśmiechem lub gestem potrafi sprawić, że nawet najbardziej pochmurny dzień staje się słoneczny. Człowiek, którego pojawienie się unosi kąciki ust do uśmiechu a oczy błyszczą niczym brylanty. W towarzystwie takiej osoby czas płynie inaczej, rządzi się swoimi prawami.

Gdy tacy ludzie są w pobliżu, na wyciągnięcie ręki, gdy możemy spędzać z nimi czas to życie staje się znośne, bardziej kolorowe. Potrafimy czerpać z niego radość i cieszyć się przezywanymi chwilami. Gdy jednak ich zabraknie, gdy odchodzą lub po prostu nie mogą być z nami to ma się wrażenie, jakby nagle zgasło światło, jakby otoczył nas nieprzenikliwy mrok.

Z czasem oczy przyzwyczajają się do ciemności …. ale co to za życie, gdy brak w nim słońca. Jedyne co wtedy pozostaje to czekać i nie tracić nadziei, że kiedyś znów pojawi się ktoś, gdy rozświetli nasz świat.

Taki czas…

Nadszedł teraz czas kiedy czuję, że się poddałam – nie w negatywnym sensie, ale po prostu przestałam mieć w sobie siłę i motywację, żeby dalej walczyć … za światem, z ludźmi, z okolicznościami …

Nadszedł czas, kiedy dłonie przestały zaciskać się w pięści i czuję jak wszystko spokojnie przepływa mi przez palce …

Nadszedł czas, gdy zwróciłam twarz ku słońcu i z zamkniętymi powiekami czekam na powiew wiatru na mojej skórze…

Wile spraw zostało w tyle i stało się mniej istotne. Walka zakończona, zabrzmiał ostatni gong. Pogodziłam się z porażką i w końcu zaakceptowałam rzeczywistość. Nie miałam już sił na wewnętrzne monologi, na zastawianie się, analizowanie, gdybanie.

Wiem, że to może być tylko chwilowe uczucie, ale taka przerwa dobrze mi zrobi. Pustka w duszy i cisza w głowie a w sercu uśmiech na wspomnienie pięknych chwil (bo o złych teraz nie chcę już myśleć).

Czasami mam wrażenie, że życie lubi ze mnie kpić i cieszy się każdą przegraną przeze mnie bitwą. Dlatego nie chcąc dawać mu więcej satysfakcji przestałam marzyć, śnić i planować.Przez tą chwilę, gdy nastał ten czas nie będę prosić, oczekiwać i pytać.

Czasu i ludzi nie zmienię – przeszłości nie cofnę, przyszłości może nie być …

TU i TERAZ, BĘDZIE CO MA BYĆ, JESTEM JAKA JESTEM.

Zazdrość

Jestem niewdzięczna. Nie rozumiem i nie doceniam. Jestem pusta jak wydmuszka … i bluźnię nie wiedząc co czuję….

Ale czuję to.

Znowu bardzo mocno dopada mnie zazdrość … wobec tych, którzy już nic nie muszą, a jedynie mogą.

Zazdroszczę tym, którzy już nie martwią się jutrem, bo przed nimi cała wieczność.

Chciałabym być z nimi … gdziekolwiek są …

Zostać mocno przytulona, pogłaskana po głowie i usłyszeć słowa … nie martw się, teraz już wszystko będzie dobrze, teraz będziesz tylko szczęśliwa ….

Dylemat

Mam od jakiegoś czasu taki dylemat. Czy trzymać się czegoś licząc na zmianę, na inny sposób działania, na wygranie w zasadzie z góry przegranej walki – dlatego, że jestem uparta i wierzę, że czas potrafi wszystko, że nigdy nie można powiedzieć sobie nigdy, bo los bywa przewrotny i potrafi zaskakiwać w najmniej spodziewanych momentach? Czy może zrezygnować, odpuścić i poddać się zachowując choć odrobinę szacunku dla samej siebie, bo cuda się nie zdarzają (przynajmniej ni mi), bo jeśli czegoś tak bardzo chcę to siły wyższe i tak zrobią mi na złości i zagrają mi na nosie ?

Niewiedza, strach, ciągłe obawy, mój paskudny charakter, złe doświadczenia …. to wszystko miesza mi w głowie i sprawia, że choć wiem, ze wybieram złe drogi, że popełniam ciągle te same błędy  nie potrafię inaczej … naiwnie niczym dziecko wierząc w swoje szanse, w to, że los w końcu się odmieni i stanie się coś co wreszcie przyniesie mi uśmiech na twarz …. bo tak dawno nie śmiałam się tak z całego serca, tak beztrosko nie myśląc.

Brak mi tego – tej radości życia.